![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]()
|
wlasnietu bloguje...2009-03-21 10:34:39Ogłaszamy wiosnę !!! Wiosna...ach to ty Naplotkowała sosna, że już zbliża się wiosna Kret skrzywił się ponuro: przyjedzie pewno furą... Jeż się najeżył srodze Raczej na hulajnodze. Wąż sykną - ja nie wierzę, przyjedzie na rowerze. Kos gwizdnął: Wiem coś o tym, przyleci samolotem. Skąd znowu - rzekła sroka ja jej nie spuszczam z oka i w zeszłym roku w maju widziałam ją w tramwaju. Nieprawda wiosna zwykle przyjeżdża motocyklem. A ja wam to dowiodę że właśnie samochodem. Nieprawda bo w karecie! W karecie, co pan plecie? Oświadczyć mogę krótko, że płynie właśnie łódką! A wiosna przyszła pieszo Już kwiaty z nią się śpieszą już trawy przed nią rozsną i szumią Witaj Wiosno ! skomentuj (0) 2008-09-26 23:39:08 WIESZ CO JESZ ?
Pojedynek z fast foodem
Alina Gutek
Psychologowie przestrzegają: Pozwalanie dzieciom na sięganie po reklamowane smakołyki kiedy chcą prowadzi do uzależnienia, wypacza zmysł smaku, buduje postawę biernego, bezkrytycznego konsumenta podatnego na manipulację. Jak dawać odpór agresywnej reklamie skierowanej do najmłodszych, presji rówieśników i modzie na kolorowo opakowane jedzenie?
A że dawać odpór trzeba, przekonują również lekarze. Alarmują, że jeśli nie zadbamy o zdrowe żywienie dzieci, w przyszłości staniemy przed problemem chorób cywilizacyjnych i postępującej degeneracji mózgu, a co za tym idzie – trudności w uczeniu się. Te problemy zresztą już się ujawniają: przybywa dzieci agresywnych, z ADHD, depresją. Skutki złego odżywiania widać gołym okiem – dzieci tyją, szybciej się męczą, częściej chorują. Coraz bardziej otwarcie mówi się o tym, że słodycze i przekąski oferowane dzisiaj przez producentów często są po prostu trujące. Ciągle za mało słychać o tym, że owe produkty niszczą również mózgi dzieci.
Mózg, nazywany przez lekarzy chciwym organem, wykorzystuje niemal jedną trzecią pompowanej przez serce krwi do otrzymywania odpowiedniej ilości tlenu i substancji odżywczych niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania. Pozbawiony tych substancji nie pracuje tak dobrze, jak powinien, przez co zaburzona zostaje zdolność uczenia się. Dlatego dzieciom potrzebna jest prawidłowo zbilansowana dieta, czyli taka, która będzie gwarantować dostarczenie w ciągu dnia organizmowi energii i wszystkich potrzebnych składników pokarmowych w odpowiedniej ilości.
Słodka pułapka Jednym z głównych winowajców złego funkcjonowania mózgu jest cukier. Dzieci sięgają po słodkości jak po podstawowe źródło napędu. Na śniadanie słodkie płatki śniadaniowe, w szkole gazowane napoje, batoniki, cukierki, ciastka, ewentualnie drożdżówka. Zapewnia to dziecku „cukrowy szczyt”, czyli tzw. powera objawiającego się hiperaktywnością. Power jednak znika równie szybko, jak się pojawił. I wtedy mózg domaga się kolejnej dawki cukru, więc dziecko sięga po kolejnego batonika – dostarczyciela pustych kalorii. Ma do wyboru poczucie zmęczenia i apatii albo uzupełnienie zapasu słodkiego paliwa i kolejny energetyczny szczyt. U dzieci w nadmiarze spożywających cukier dochodzi do niedoboru witamin i minerałów. Badania przeprowadzone przez Brytyjską Fundację Żywienia wykazały, że 50 procent dzieci cierpi na niedobór witaminy A, a 75 procent – cynku, czyli dwóch bardzo ważnych składników odżywczych. Z kolei wieloletnie badania przeprowadzone na uniwersytecie Południowej Kalifornii dowiodły, że jeśli przez pierwsze trzy lata życia dieta pozbawiona jest niezbędnych minerałów, ośmiolatki są bardziej skłonne do irytacji i agresji, dzieci w wieku lat 11 – do oszukiwania, a w wieku lat 17 do kradzieży i znęcania się nad innymi. Badania nad dziećmi z ADHD i dysleksją wielokrotnie wskazywały na niedobory minerałów i witamin. Istnieją dowody, że prawidłowe odżywianie poprawia warunki rozwoju i leczy jego zaburzenia.
Większość rodziców doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Skoro jednak im samym trudno jest się oprzeć pokusie sięgania po „coś słodkiego”, to cóż dopiero mówić o wyegzekwowaniu od dziecka jedzenia zdrowych produktów.
Smaczne, bo z reklamy Psychologowie biją na alarm: współczesne dzieci są uzależnione od niezdrowego jedzenia. Argumentują, że mocno przyprawione i „udoskonalone” chemicznie potrawy działają w sposób zbliżony do narkotyków. Zmieniają nastrój i wpływają na związki chemiczne i neuroprzekaźniki w naszym mózgu w podobny sposób jak alkohol, nikotyna czy kokaina. Od jedzenia przetworzonej żywności można się uzależnić, oczywiście w stopniu słabszym niż od znanych używek, ale jednak. Psychologowie podkreślają to, co rodzice sami obserwują: dzieci są szczęśliwe, pijąc wodę i mleko, dopóki nie zaczniemy podsuwać im napojów gazowanych. Tak samo jak są szczęśliwe, jedząc świeżą, zdrową żywność: warzywa, owoce, kanapki z razowego pieczywa przygotowane w domu, dopóki nie zapoznamy ich ze smakiem niezdrowych produktów: hamburgerów, batonów, które orędownicy zdrowego żywienia nazywają śmieciami. Uniknięcie jedzenia „śmieci” nie jest jednak wcale takie proste. Nawet jeśli rodzice ograniczają cukier, sól i tłuszcze, dzieci w wieku szkolnym porównują swój styl życia z tym, jaki wiodą rówieśnicy, i domagają się kupowania takich samych „smakołyków”, jakie dostają i jedzą ich koledzy. A rodzice często ulegają presji. Dochodzi do tego jeszcze agresywny marketing promujący fast foody i słodycze. To za jego sprawą już małe dzieci przywiązują wagę do marki produktu. Wraz z odkryciem na początku lat 90., że już dwulatki potrafią rozpoznawać konkretne marki, rozpoczęła się wzmożona batalia o zdobycie serc i umysłów małoletnich konsumentów. Reklamy adresowane do najmłodszych nawiązują do popularnych programów telewizyjnych i filmów, co wzbudza w dzieciach uczucie swojskości, a nawet sympatii. Przekonuje także, że użytkownik danego produktu jest kimś naprawdę cool. Wszyscy jesteśmy nieustannie manipulowani przez reklamę. Większość dorosłych ma jednak dość rozsądku, aby ją rozpoznać, a potem podjąć racjonalną decyzję. Z dziećmi jest inaczej. Im młodsze, tym trudniej odróżniają obraz w telewizji od rzeczywistości. Z badań wynika, że dopiero od 12-latka można oczekiwać krytycznego rozumienia przesłania reklamowego. Rozmawiajmy zatem z dziećmi na temat różnych trików reklamowych, wyjaśniajmy im, że celem reklam jest sprzedaż danych produktów i bogacenie się producenta. Przekonujmy, że nasza miłość nie jest tożsama z kupowaniem tego, czego dziecko sobie zażyczy. Mądrzy rodzice nie oddają reklamodawcom odpowiedzialności za to, co jedzą ich pociechy. Wiedzą, że prawo do decydowania o tym należy do nich. Nie oznacza to jednak zmuszania maluchów do jedzenia zdrowych dań. Oznacza natomiast całkowitą zmianę filozofii dotyczącej rodzinnej polityki żywieniowej. Psychologowie nazywają tę zmianę „detoksykacją” posiłków.
Czas opamiętania Okazuje się, że można dziecko „zaprogramować” tak, że będzie chciało jeść zdrowe potrawy. Trzeba tylko je konsekwentnie, od początku, do tego przyzwyczajać. I na przykład podawać do picia wodę mineralną zamiast słodzonych napojów. Zamiast cukierków, batoników, kupnych herbatników zaproponować owoce, kostkę czekolady, kawałek domowego ciasta albo latem – porcję mlecznych lodów. Nie tylko zaspokoją chęć na słodycze, ale też dostarczą wartościowych składników. Trzeba też pilnować, aby w diecie dziecka znalazły się zarówno niezbędne witaminy, mikroelementy, jak i kwasy tłuszczowe omega-3 (olej rybny) i omega-6 (oleje roślinne, orzechy). Pamiętajmy, że dzieci nas naśladują. Jeśli sami mamy rozsądny stosunek do jedzenia – one też nie będą opychały się byle czym. A tak na marginesie – wychowanie dziecka to świetna okazja do uporządkowania własnych nawyków żywieniowych. Nie trzymajmy więc w domu paczkowanych przekąsek, bo kuszą. Miejmy natomiast pod ręką to, co pyszne i zdrowe – marchewki, jabłka, orzechy, rodzynki. Starszym dzieciom tłumaczmy: im produkt jest bardziej przetworzony, tym większe prawdopodobieństwo, że będzie zawierał szkodliwe składniki. Im dłuższa lista składników widnieje na opakowaniu, tym większa powinna być nasza podejrzliwość. Szczególną uwagę należy zwracać na produkty o przedłużonych terminach ważności, o nienaturalnych kolorach. Nawet jeśli producent zapewnia nas, że coś jest „pełne smaku”, „zdrowe”, „odżywcze”, może ukrywać prawdę. Określenie „dający energię” czasem oznacza po prostu zwiększoną zawartość cukru. Nie zabraniajmy jednak całkowicie niezdrowego jedzenia, bo zakazany owoc smakuje najlepiej. Od czasu do czasu pozwólmy na odstępstwo od zasad zdrowej diety, np. w czasie wakacji albo dłuższej podróży samochodem. Nigdy nie traktujmy jednak tego jak nagrody, na którą trzeba sobie zasłużyć. Po światowej modzie na fast foody na szczęście nadszedł czas opamiętania. W wielu krajach europejskich ogranicza się dostęp dzieci do niezdrowej żywności, na przykład ze szkół wycofuje się automaty z przetworzonymi przekąskami i napojami gazowanymi. W Polsce niby wszyscy zgadzają się, jak ważne dla rozwoju dzieci są pełnowartościowe posiłki, ale w szkolnych sklepikach królują cola, batony i chipsy. Na szczęście, na razie oddolnie, rodzą się inicjatywy, by sprzedawać w nich świeże i zdrowe produkty. Poprzyjmy takie pomysły! Tak naprawdę tylko od nas zależy, co nasze dzieci będą jadały w szkolnych stołówkach i na przerwach.
Główny posiłek serwujmy o tej samej porze. Starajmy się, aby rodzina spożywała go wspólnie. Sporządźmy listę zdrowych potraw, które smakują domownikom (co jakiś czas ją poszerzajmy). Nie należy przygotowywać innego dania dla każdego – dobra jest zasada: wszyscy jemy to samo. To my decydujemy, co, kiedy i gdzie spożywają dzieci. Im natomiast pozwalamy decydować, ile zjeść i czy zjeść w ogóle. Uczmy odpowiedniego zachowania przy stole, dając dzieciom dobry przykład. Nie oglądajmy podczas posiłków telewizji, ten czas przeznaczmy na rozmowę. Zabraniajmy sięgania po przekąski na godzinę przed posiłkiem. Nie panikujmy, kiedy dziecko przechodzi okres grymaszenia. Sporadyczne niedojadanie jeszcze nikomu nie zaszkodziło (w razie obaw należy skonsultować się z lekarzem). Pozwalajmy dziecku pomagać w przygotowywaniu posiłków. A nade wszystko nie traktujmy jedzenia jak zadania do wykonania.
Sue Palmer, Toksyczne dzieciństwo, Wydawnictwo Dolnośląskie 2007 skomentuj (0) 2008-03-19 09:59:57 Język angielski Grupa Starsza :)
Język angielski Grupa Starsza :)
mandej MONDAY - poniedziałek
tjuzdej
TUESDAY - wtorek łenzdej WEDNESDAY - środa ferzdej THURSDAY- czwartek frajdej FRIDAY - piątek satedejSATURDAY - sobota sandejSUNDAY - niedziela Łer ar ju from Where are you from?- skąd pochodzisz?Aj em from polend I am from Poland-jestem z Polski Łer du j u liw? Where do you live?- gdzie mieszkasz? aj liw in… I live in Katowice- mieszkam w Hał old ar ju? How old are you?-ile masz lat? aj em siks jers old
I am six years old- mam 6 lat a book – książkaa ruler – linijka e raber a rubber – gumka e pensil a pencil – ołówek e skul-bag a school-bag - torba szkolna e nołtbuk a notebook – zeszyta pen – pióro e bolpen a ballpen – długopis glu glue – klej e pensil kejs a pencil case – piórnik a desk – biurko ranrun – biec słimswim - pływać sing – śpiewać bajbuy –kupić drodraw – rysować laflaugh – śmiać się szałtstout – krzyczeć sit – siedzieć slipsleep – spać łrajtwrite - pisać dansdance – tańczyć smajlsmile – uśmiechać się krajcry – płakać flaj
fly – latać e bathroom – łazienka e tojlet a toilet – toaleta e tojlet pejper a toilet paper – papier toaletowy sołpsoap – mydło e łoszing maszin a washing – machine – pralka e kołm a comb – grzebień e her drajera hair dryer – suszarka e baf a bath – wanna e łoszbejsyna washbasin – umywalka e szałera shower – prysznic in – w ander under –pod bihajnd behind – zain front of – przed bitłin between – pomiędzyon –na de san the sun – słońce e klałd a cloud – chmurafog – mgła łind wind –wiatr rejn rain – deszcz snołsnow – śnieg its saniIt’s sunny – jest słonecznie Its łindiIt’s windy – jest wietrznie Its fogiIt’s foggy – jest mgliście Its klałdiIt’s cloudy – jest pochmurno Its snołiIt’s snowy – jest śnieżnie e doktera doctor – lekarz e ticzera teacher – nauczyciel e drajwera driver – kierowca a farmer – rolnik e połstmena postman – listonosz a singer – piosenkarz e herdresera hairdresser- fryzjer e fejsa face- twarz cziks cheeks - policzki e tanga tongue – język e czin a chin – podbródek ejbrałs
eyebrows – brwi fast – szybki slołslow – wolny dejndżerysdangerous – niebezpieczny old- starynju new – nowy jang young – młody sad – smutny hapihappy – szczęśliwy gudgood – dobry bad – zły big – duży smolsmall – mały łet
wet – mokry dry – suchy long – długi szortshort – krótki, niski finthin – chudyfat – gruby priti pretty – ładny agliugly – brzydki dertidirty – brudny klinclean – czysty strong – silny łikweak – słaby toltall – wysoki (o osobie) e flamingoł a flamingo- flaminge pingłin a penguin- pingwin e polar ber a polar bear- niedźwiedź polarny e foks a fox – lis sid seed – ziarno hani honey – miód czizcheese - ser
skomentuj (0) 2008-03-19 09:25:20 Język angielski Grupa Młodsza:) Język angielski Grupa Młodsza:) Heloł
Hallo-cześć
Good afternoon - dzień dobry (popołudniu), Good evening - dobry wieczór, Gud najt Good night - dobra noc, Hał ar ju How are you? – jak się masz, Ajm fajn fenk juI’m fine, thank you - dobrze, dziękuję Si ju sun See you soon – do zobaczenia wkrótcee dol a doll- lalka e kar a car- samochód e tedi ber a teddy bear- pluszowy miś e kajta kite- latawiec e bola ball- piłka e bajka bike- rower e plejna plane – samolot e tejna train – pociąg e baluna baloon - balon aj em e gerl I am a girl- jestem dziewczynką aj em e bojI am a boy – jestem chłopcem
a dentist – dentysta e doktera doctor – lekarz e nersa nurse – pielęgniarka e kapa cap – czapka glawz gloves – rękawiczki e skarfa scarf – szal e dzakyta jacket – kurtka buts boots – kozaki soks socks – skarpetki e dres a dress – sukienka e słeter a sweater – sweter e szerta shirt - koszula szusshoes –buty trałzers trousers – spodnie e skert a skirt – spódnica e blałz a blouse – bluzka e szip a ship-stateke kasyl a castle-zamek a king-król e kłina queen- królowa e łicza witch- czarownica en ejdżylan angle-anioł e gołst a ghost-duch dżamp Jump! –skacz dżamp Jump! –skacz hends ap/dałn Hands up/down! – ręce w górę dół stamp jor fit Stamp your feet! – tup nogami klap jor hends Clap your hands! – klaszcz w dłonie lej dałn Lay down! – połóż się klołs /ołpen jor ajs Close/open your eyes! – zamknij/otwórz oczyBlink your eyes! – mrugaj stend ap Stand up! – wstań dałn
Sit down! - usiądź a banana – banan en apyl an apple – jabłko e plam a plum – śliwka e per a pear – gruszka e grejp a grape – winogrono en oryndż an orange – pomarańcza e stroberi a strawberry – truskawka e gusberi a gooseberry – agres e nata nut – orzech e czeri a cherry – wiśniaczereśnia e tomatoł a tomato – pomidor e petejtoł a potato – ziemniak noe karot a carrot – marchewka e pasli
a parsley – pietruszka a beet – burak e radisza radish – rzodkiewka en anien
an onion – cebula garlic – czosnek słit korn sweet corn – kukurydza e pepe a pepper – papryka e kjukamber a cucumber – ogórek e letis
a lettuce – sałata a mouth- usta e nołs a nose – nos her hair – włosy szolders shoulders – ramiona e hendhends a handhands-rękaręce nis knees – kolana tołstoes - palce(u nóg) e belia belly –brzucha leg – noga e fut fit
a foot feet – stopa stopy e bathroom – łazienka e tufbrasz a toothbrush – szczoteczka do zębów e tufpejsta toothpaste – pasta do zębów sołpsoap – mydło e tałel
a towel – ręcznik a hippo – hipopotam e krokodajla crocodile – krokodyl e mankia monkey – małpa e zibraa zebra – zebra e lajena lion – lew e kangarua kangaroo – kangur e dżirafa giraffe – żyrafa en elefantan elephant – słoń e tortisa tortoise – żółw a parrot – papuga e tajgera tiger – tygrys e kamel a camel – wielbłąd e snejk a snake – wąż e bera bear- niedźwiedź skomentuj (0) 2008-01-26 20:19:48 Zrozumieć watrość czasu
Żeby zrozumieć wartość wieczności,spytaj co czuje kobieta,która czeka na dziecko...
Żeby zrozumieć wartość stulecia,podpytaj swoją prababcię,jak wychowywała swoje dzieci... Żeby zrozumieć wartość roku,popatrz na dziecko od dnia narodzin do czasu kiedy samo zdmuchnie pierwszą świeczkę na torcie Żeby zrozumieć wartość miesiąca,posłuchaj,jak dziecko mówi "ziuzia","ziupa","zupa" Żeby zrozumieć wartość tygodnia,pojedź z dzieckiem na urlop... Żeby zrozumieć wartość jednego dnia,pobądź z dzieckiem na wsi bez prądu w czasie burzy... Żeby zrozumieć wartość jednej godziny,posłuchaj dziecka jak płacze w środku nocy... Żeby zrozumieć wartość jednej minuty,zostaw dziecko samo w swoim pokoju... Żeby zrozumieć wartość jednej sekundy pozwól dziecki stanąć na krześle Żeby zrozumieć wartość ułamka sekundy,zostaw niedomknięte drzwi do sypialni :) ŻRÓDŁO: "Najważniejsze jest Dziecko":Magdalena Wdowiak Mama Mikołaja(6miesięcy) i Tymka (1,5roku) skomentuj (0) 2008-01-04 10:05:08 Czy posłać 6-latka do szkoły? Niektórzy rodzice 6-latków zastanawiający się, czy ich dziecko powinno rozpocząć naukę z rocznym wyprzedzeniem, nie zawsze zdają sobie sprawę, że harmonijny rozwój dziecka jest podstawą jego sukcesu szkolnego. Wybitnemu rozwojowi intelektualnemu nie zawsze towarzyszy pełna dojrzałość emocjonalno-społeczna. Pewni rodzice częściej większą wagę przywiązują do zdolności intelektualnych, wiadomości ogólnych oraz umiejętności szkolnych ("potrafi już czytać", "dobrze liczy"), niż do prezentowanych przez dziecko cech osobowościowych i jego kontaktów z rówieśnikami. Zdarza się, że w poradni dziecko spazmatycznie płacze, kurczowo trzyma matkę za rękę i bez niej nie chce wejść samo do gabinetu, nie odpowiada na żadne pytania, stroni od kontaktu z innymi dziećmi, a mimo to rodzice są oburzeni, gdy psycholog odradza wcześniejsze posyłanie dziecka do szkoły. Dziecko 6-letnie, aby mogło z rocznym wyprzedzeniem rozpocząć naukę szkolną musi:
Dzieci 6-letnie, które podczas różnego rodzaju zabaw są spostrzegawcze, uważne, zręczne i sprawne ruchowo, swobodnie wypowiadają się oraz zgodnie współdziałają w zespole - nie powinny mieć trudności z nauką w szkole. Z doświadczeń pracowników poradnictwa wynika, że brak dojrzałości emocjonalno-społecznej, to istotny czynnik wpływający na powodzenie szkolne dziecka, a jednocześnie najczęściej niedoceniony przez rodziców dzieci sześcioletnich.
Rodzice, którzy chcą, aby ich dziecko rozpoczęło naukę z rocznym wyprzedzeniem, muszą uzyskać zgodę dyrekcji danej szkoły podstawowej - to znaczy na podaniu musi być adnotacja, że dziecko zostanie przyjęte do danej szkoły w przypadku pozytywnej opinii poradni psychologiczno-pedagogicznej. Ponadto - przed badaniami w poradni - rodzice muszą zgłosić się z dzieckiem na konsultację do lekarza i otrzymać zaświadczenie, z którego musi wynikać, że rozwój fizyczny dziecka jest przyspieszony i prawidłowy i że od strony zdrowotnej nie ma przeciwwskazań do wcześniejszego rozpoczynania nauki (dostarczenie zaświadczenia, z którego wynika, że rozwój sześciolatka jest w normie - w zasadzie dyskwalifikuje go ze względów zdrowotnych do wcześniejszego rozpoczęcia nauki). skomentuj (0) 2008-01-04 09:10:05 Sześciolatki do szkoły !!!
Sześciolatki do szkoły marszZNIKNĄ ZERÓWKI, SZKOŁA OBEJMIE SZEŚCIOLATKI
Już za kilka lat sześciolatki mają obowiązkowo trafić do pierwszej klasy
Już w 2008 r. pierwsze sześciolatki będą mogły zacząć naukę w szkole. O ich gotowości do tego kroku zdecydują zaś sami rodzice - takie są, według "Polski", założenia rządowej reformy szkolnictwa, obniżającej wiek szkolny. Jej koniec przewidziany jest na 2012 r.Dziennik "Polska" dotarł do programu obniżenia wieku szkolnego, który opracowało Ministerstwo Edukacji Narodowej i przedstawia jego założenia. Po pierwsze, reforma ma rozpocząć się już w przyszłym roku. We wrześniu 2008 r. do szkół pójdą pierwsze sześciolatki. Te dzieci będą się uczyć według programów przewidzianych dla siedmiolatków.Kontrowersje wzbudza jednak pomysł, by o wcześniejszej edukacji dzieci nie musieli decydować specjaliści, ale sami rodzice. Do tej pory opinię o gotowości do obowiązku szkolnego wydawały odpowiednie placówki oświatowe. Tymczasem teraz, to rodzice dokonają oceny dojrzałości dziecka i zdecydują, czy maluch założy tornister na plecy. Ostateczną decyzję - jak pisze "Polska" - podejmie zaś samorząd, który sprawdzi czy ma w szkołach wystarczająco dużo miejsc dla dodatkowych uczniów. Do 2012 "zerówki" znikną 1 września 2008 r. – do szkoły idą dzieci rodziców, którzy wyrażą taką wolę 1 września 2009 r. – do szkoły wchodzi reforma; gotowe są podstawy programowe dla sześciolatków, ale rodzice mogą jeszcze nie posyłać sześciolatków do szkół 1 września 2010 – jw. 1 września 2011 – nauka dla sześciolatków jest obligatoryjna 1 września 2012 – szkoła całkowicie zreformowana Kalendarz MEN ws. reformy edukacjiTak będzie przez pierwsze cztery lata reformy edukacyjnej. Od 2009 roku mają być gotowe nowe podstawy programowe przystosowane dla sześciolatków, ale rodzice mogą jeszcze przytrzymać dzieci w domach. Podobnie będzie rok później. Wszystkie roczniki rozpoczynające jednak naukę po 1 września 2011 r. będą już obowiązkowo trafiały do podstawówki w wieku lat sześciu i od tego obowiązku nie będzie można się uchylić. Reforma ma się zamknąć w 2012 r. - do tej pory mają zniknąć obowiązkowe zerówki. Kosztów planowanej przez MEN reformy "Polska" nie przytacza. Jak czytamy jednak, obniżenie wieku szkolnego nie oznacza wydłużenia edukacji. Ma ono wyrównywać szanse dzieci z najuboższych środowisk i sprawić, że na rynki trafią młodsi absolwenci. PO zrealizuje pomysły poprzedników? Obniżenie wieku szkolnego nie jest pomysłem nowym. Za nowelizacją ustawy o systemie oświaty, m.in. w tej sprawie opowiada się Związek Nauczycielstwa Polskiego. Szefowa MEN w rządzie Leszka Millera, Krystyna Łybacka wprowadziła obowiązkową "zerówkę" i popierała głosy nauczycieli, którzy chcieli obniżenia wieku szkolnego. Także rząd PiS początkowo postulował naukę w szkole od szóstego roku życia i obowiązkową "zerówkę" dla pięciolatków. Partia zapisała te postulaty w swoim programie wyborczym i w planie "Solidarne państwo", ale po zawarciu w ubiegłym roku koalicji z LPR i Samoobroną rząd odstąpił od tych pomysłów. Próbował wrócić do nich jeszcze następca Romana Giertycha w MEN, prof. Ryszard Legutko. Jego rządy w resorcie skończyły się jednak dość szybko, w związku w powtórzonymi wyborami parlamentarnymi. Katarzyna Hall - Minister Edukacji Narodowej w rządzie Donalda Tuska - od początku popierała pomysł obniżenia wieku szkolnego. Początkowe informacje z resortu na temat założeń reformy wskazywały na to, że rząd chciał wprowadzić ją w dwóch, trzech lub nawet czterech etapach. Sześciolatki miały być podzielone na grupy, a kryterium miał być miesiąc urodzenia. Hall nie zakładała jednak obowiązku prawnego posyłania pięciolatków do przedszkoli. źródło: TVN.24.pl skomentuj (1) 2007-12-16 13:29:17 Apel o oddech dla naszej złości / atrykuł 1/
Niestety, jest ona częścią codziennych relacji dorosły – dziecko i nierzadko staje się bezpośrednią przyczyną wybuchów syna, córki, ucznia… Dorośli zastygają w zdziwieniu po takiej, według nich nieadekwatnej, reakcji dziecka - Co mu się stało, przecież nic nie zrobiłem, nic nie powiedziałem, a on tak zareagował?. No właśnie – "nic takiego"! Tyle tylko, że dziecko któryś raz z rzędu usłyszało od tego samego dorosłego raniący komunikat, np. cytowaną w tytule autentyczną wypowiedź nauczyciela: - Nawet Jaś (kozioł ofiarny w klasie) zrobiłby to lepiej - w tym jednym, krótkim zdaniu dwóch uczniów dostało swoją dawkę agresji nie wprost. Krzywdzenie "przy okazji” Agresja bywa różnie definiowana. Nam najbliższa jest definicja A.H. Busa, dla którego każde działanie (intencjonalne lub nie) wyrządzające fizyczną bądź psychiczną krzywdę innej żywej istocie jest agresją. Bus wyłącza z definicji agresji kryterium umyślności. Wydaje się, że dorośli często krzywdzą dzieci niezamierzenie, nie zdając sobie z tego nawet sprawy, a nieraz – paradoksalnie – uważając, że robią to dla ich dobra. Gdyby było inaczej, należałoby zakładać złą wolę rodziców, nauczycieli, opiekunów. Krzywdzenie dzieci niejako "przy okazji” jest tym, co rozumiemy pod pojęciem agresji nie wprost. Agresja zazwyczaj jest reakcją na frustrację. Czym jest frustracja? Jest to stan emocjonalny, który pojawia się, gdy nie mamy możliwości zaspokojenia swoich potrzeb lub zrealizowania celu, gdy jesteśmy w sytuacji zagrożenia lub spiętrzenia się trudności. Długo utrzymujący się stan frustracji wywołuje silne emocje: rozdrażnienie, niezadowolenie, napięcie, gniew, a czasami nawet zagrożenie, strach i lęk. Praktyka terapeutyczna wskazuje, że można tu jeszcze dodać: zniecierpliwienie, złość, bezradność, zawiść/zazdrość, rozczarowanie, poczucie winy. Jeżeli dorosły nie potrafi sobie radzić ze swoją frustracją, nie analizuje swoich emocji przeżywanych w relacji z dzieckiem, zwłaszcza gdy są one silne, to w jego zachowaniach pojawiają się reakcje agresywne. Jakie to mogą być reakcje i jakie treści są wtedy przekazywane? Słowa, które ranią W każdej relacji z drugim człowiekiem odbieramy i nadajemy różne komunikaty. Proces ten zachodzi nieustannie i musimy pamiętać, że komunikujemy się nie tylko werbalnie (za pomocą słów), ale i niewerbalnie (poprzez sygnały płynące z naszego ciała). Czy wiecie, jak wygląda odbieranie komunikatów nadawanych przez innych? Tylko 7 proc. informacji czerpiemy ze słów (z treści), 38 proc. z głosu (ważna jest barwa, siła, intonacja) i aż 55 proc. z ekspresji ciała. Trzeba też pamiętać, że to od nas, dorosłych, w dużym stopniu zależą relacje z dzieckiem. Na początek zajmijmy się przekazem werbalnym. Wszyscy słyszeliśmy w swoim życiu wiele wypowiedzi niosących treści agresywne. Warto je odpamiętać. Bo jeśli dla nas były raniące i tak je zapamiętaliśmy, to na pewno podobnie są przeżywane przez dzieci, z którymi właśnie się kontaktujemy. Bardzo często dorosły, gdy jest w silnym stresie, używa w stosunku do dzieci słów i zwrotów, które ranią. I nie musi nawet podnosić głosu. Należą do nich:
Mowa ciała z ładunkiem agresji Najbardziej ekspresyjna jest twarz. To, co wyraża nasza twarz nazywamy mimiką. Oczy (spojrzenie, wzrok) stanowią z kolei najważniejszy obszar wizualnej uwagi. Podczas rozmowy nasza uwaga koncentruje się przez ponad 40 procent czasu na oczach rozmówcy. Do innych elementów mowy ciała należą gesty, a więc: ruchy rąk, pozycja ciała, czyli ruchy całego ciała, sposób siedzenia, nasza postawa, a także układ przestrzenny, a więc odległość, jaka dzieli nas od rozmówcy, i dotyk. Zobaczmy więc, co w komunikacji niewerbalnej może być nośnikiem agresji. Na pewno mimika, np.: brak wyrazu mimicznego – twarz-maska, lekceważące wygięcie ust, gniewne zmarszczenie brwi, wydymanie policzków, marszczenie czoła, brak uśmiechu. Agresywne może być również spojrzenie, np. zimne spojrzenie, unikanie kontaktu wzrokowego lub przeciwnie: świdrujące spojrzenie, wznoszenie oczu ku niebu. Wzruszanie ramionami, lekceważące machnięcie ręką, "stop” dłonią – ucinanie kontaktu, wymachiwanie palcem przed nosem (grożenie palcem), ostentacyjne spoglądanie na zegarek, tupanie nogą, to gesty odbierane jako agresywne. Warto przyjrzeć się również swojej pozycji ciała podczas rozmowy. Jeżeli odchylamy się od rozmówcy, odwracamy do niego bokiem, napieramy na rozmówcę, zmuszając go do cofania się, to nasza pozycja nie jest przyjazna. Dotyk również może być nośnikiem agresji: wpijanie palców w ramię rozmówcy, dotykanie wskazującym palcem w pierś (kłucie w pierś rozmówcy), niecierpliwe poklepywanie. Odległość, jaka dzieli nas od rozmówcy – pochylanie się nad siedzącym, napieranie całym ciałem, przekraczanie granic, zagarnianie terytorium – to jest agresywny układ przestrzenny. Podwójna komunikacja W praktyce najczęściej mamy do czynienia z całą kombinacją różnych przekazów werbalnych i niewerbalnych. Sygnały niewerbalne sprzyjają lepszemu i pełniejszemu zrozumieniu przekazu. Pozwalają dookreślić treść przekazywaną słowami. Jasność komunikacji zależy od zgodności pomiędzy przekazem słownym i bezsłownym. Zgodność komunikatów powoduje wzmocnienie przekazu. Często bywa jednak tak, że pomiędzy poszczególnymi elementami przekazu nie ma spójności – mówimy wtedy o podwójnej albo fałszywej komunikacji. Co innego wyrażają słowa, a co innego np. spojrzenie i mimika. Trzeba jednak wiedzieć, że w przypadku braku spójności pomiędzy przekazem słownym a pozasłownym odbiorca bardziej uwierzy mowie ciała niż słowom. Kiedy słowa przeczą sygnałom wizualnym, zdajemy się na te drugie, traktując je jako bardziej wiarygodne (jesteśmy raczej wzrokowcami niż słuchowcami). Szkoła agresji Według Alberta Bandury, kanadyjskiego psychologa i twórcy teorii społecznego uczenia się, agresja jest przeważnie zachowaniem wyuczonym. Powstaje poprzez obserwację agresywnych form zachowań, naśladowanie, bezpośrednie doświadczanie i powtarzanie. Eksperymenty Bandury wykazały, że samo oglądanie innej osoby zachowującej się agresywnie może wzmóc agresywne zachowania u małych dzieci (eksperyment z lalką Babo). Jeżeli traktujemy agresję w kategoriach uczenia, to możemy wyróżnić trzy szkoły agresji: dom rodzinny, szkołę i media.... Oto kilka wskazówek, które mogą pomóc w radzeniu sobie z emocjami prowadzącymi do agresji (również tej nie wprost):
Warto przeczytać: 1. J. Ranschburg, Lęk, gniew, agresja, WSiP, Warszawa 1980. 2. A. Bandura, R.H. Walters, Agresja w okresie dorastania, PWN, Warszawa 1968. 3. G. Hang-Schnabel, Agresja w przedszkolu, Wydawnictwo „Jedność”, Kielce 2001. Źródło: Portal Onet.pl Październik 2007 skomentuj (0) 2007-12-16 11:26:15 Mamo Tato Babciu Dziadku !!! Masz wiadomość ;-) WITAM NA BLOGU PRZEDSZKOLA nr 47
|